W mojej rodzinie miała miejsce ostatnio niezbyt miła sprawa. Mianowicie jedna z moich kuzynek urodziła długo wyczekiwane dziecko. Była bardzo szczęśliwa , wszyscy im gratulowali . Jednak po dwóch tygodniach okazało się , że mały jest chory tylko jeszcze nie wiadomo było na co. Biedne dziecko wycierpiało się bardzo , gdy lekarze robili szereg badań , żeby móc zdiagnozować co to za choroba. Była już u kresu wytrzymałości. Po dwóch tygodniach okazało się , że jest to jakaś choroba genetyczna , która nie pozwala się dziecku normalnie rozwijać. Byli załamani. Lekarze pocieszali ich , że SA metody by chorobę chociaż w jakimś stopniu powstrzymać . Przepisali leki i polecili rehabilitantkę , która jest w stanie w jakiś sposób pomóc by dziecko w miarę normalnie zaczęło funkcjonować. Jednocześnie cała rodzina zmobilizowała się i każdy szuka jakichś pomocnych informacji , które mogłyby się przyczynić by dziecko wyzdrowiało, bo nikt nie przestawał wierzyć , że może zdarzy się cud.
Jest w naszej rodzinie jedna gorliwie wierząca ciocia , która wyszukała taką informację , że gdzieś w Ameryce rodzice dziecka chorego na to samo co nasz mały Grześ , zauważyli, że u ich dziecka choroba zaczyna się cofać. Nie potrafili tego sensownie wytłumaczyć bo nie zrobili nic ponadto co zalecali lekarz. Którego dnia zauważyli , że podczas rehabilitacji ich córeczka ma wzrok zwrócony na akwarium . Zaobserwowali , że robi to za każdym razem. Okazało się , że patrząc na pływające , jaskrawo ubarwione rybki w mózgu dziecka zachodziły zmiany tak, ze dziewczynka praktycznie jest już zdrowa. Oczywiście bez wahania nasi kuzyni sprawili sobie takie akwarium. W tej chwili u Grzesia jest już znaczna poprawa, a ich radość nie zna granic.